Relacje

Dookoła Świata – Rzym, Tokio, Hawaje, Arizona, Kalifornia

Tomek
Autor: Tomek

Jest to zapis z mojej podróży Dookoła Świata, którą odbyłem wraz z kolegą w listopadzie 2014 r. Będę się starał co jakiś czas wrzucać fotorelacje z moich podróży – być może kogoś z Was coś zainspiruje. Gdybyście mieli jakieś pytania piszczcie – chętnie odpowiem kontakt@lojalypasazer.pl

Uwaga techniczka – tekst pisany w czasie teraźniejszym z moich notatek. Pojawia się również sporo zdjęć naszego samochodu – to wynika z mojego zamiłowania do motoryzacji 🙂 

Plan podróży Dookoła Świata:

Dookoła Świata

Podróż trwała 16 dni.  Harmonogram podróży:

  • 8,9 listopada Rzym
  • 10,11 listopada Tokyo
  • 12,13,14,15 Honolulu ( Hawaje )
  • 16 – 21 Las Vegas, wypożyczenie samochodu i objazd po Kanionach w okolicy miejscowości Page, oraz dojazd samochodem min. fragmentami drogi 66 do Los Angeles.
  • 22-23 Los Angeles.
  • 24 Paryż i powrót do Polski.

Polska – Rzym 

Wyruszyliśmy z Bohumina pociągiem Pendolino. Koszt biletu do Pragi to 50 zł ( odległość 350 km). Miejsca numerowane, darmowe WiFi, gniazdka przy każdym siedzeniu. Zapomnieliśmy ze jedziemy pociągiem – brak stukotu. Cena robi swoje, prawie pełne obłożnie. Pociąg ruszył jak i dotarł ze szwajcarską punktualnością na dworzec w Pradze. Z dworca w Pradze możemy dojść pieszo na rynek w ciągu 15 min. My nie mieliśmy na to czasu ,ale Wam polecamy !

Przystanek autobusu na lotnisko, znajduje się nad dworcem kolejowym. Za bilet zapłaciliśmy 9 zł, dojechaliśmy po 50 min.

Dotarliśmy na lotnisko w Pradze. Lotnisko bardzo przyjemne, miła i bezproblemowa obsługa. Mieliśmy mały problem z naszym biletem ponieważ jak się okazuje nie ma możliwości odprawy on line na loty z Pragi. Z tego co wiemy to również np. z Krakowa. Więc gdy dotrzemy na lotnisko wcześniej niż 2 godziny przed lotem będziemy zmuszeni czekać przy stanowiskach odpraw, pomimo faktu że nie mamy bagażu nadawanego. Nam się udało to załatwić w punkcie Sky Team – zdecydowanie status Elite Plus pomógł. Na lot oczekujemy w bardzo miłym Erste Lounge. Dobrze wyposażone we wszystko co niezbędne, lecz brakuje ciepłych dań.

Samolot Alitali zadbany, dużo miejsca na nogi. Airbus a320 miał ekrany, ale w ogóle nie działały. Podczas lotu były napoje oraz ciasteczka. Lot trwał 1.45 h.

Po wylądowaniu udaliśmy się na dworzec kolejowy który znajduje się na lotnisko. Podążamy za żółtymi znaczkami.

Pociąg kosztuje 8 euro w jedną stronę. Na główną stację Termini jedzie około 50 min. Bilety możemy kupić w automatach znajdujących się przy torach jak i w kasie. Można płacić kartą.

Przed wejściem do pociągu bilet kasujemy w zielonych kasownikach.

Na przykładzie Rzymu widać jak Polska rozwineła się w ostanich latach. Wystarczy się rozejrzeć przez szybę w pociągu by dostrzec jak szczególnie przedmieścia są zaniedbałe. U nas nie raz w małych miejscowościach trudno o taki widok. Z dworca Termini poszliśmy pieszo pod Koloseum – około 30 min z małymi przerwami.IMG_9950

IMG_9940

IMG_9934Jeśli ktoś nie był jeszcze we Włoszech to mogą go zaskoczyć widok ulicy. Koło 19 godziny kiedy byliśmy koło dworca duża liczba bezdomnych przygotowywała sobie pseudo spanie wokoło dworca. Na szczęście w większości mają pozytywne usposobienie do przechodniów Do negatywnych zaskoczeń należy zaliczyć dużą ilość śmieci, które są wszędzie. Moim zdaniem wynika ona z braku koszy na śmieci. Na trasie do Koloseum nie spotkaliśmy ani jednego. Sobota wieczór więc ruch spory, mnóstwo młodych ludzi którzy szli do barów jak i starszych osób siedzących w restauracjach i kawiarniach. Ceny nie powalają, za piwo 0,4 musimy zapłacić 3 euro, za drinka np. caipirinha 8 euro, pizza 10 euro, butelka dobrego wina w sklepie 5 euro ( warto brać schłodzone z lodówki, brak dopłat ).

Z pod Koloseum pojechaliśmy metrem do naszego hotelu. Bilet na metro jest czasowy i kosztuje 1,5 euro za 100 min. Metro kursuje do 23.30.

Spaliśmy w Holiday Inn Express San Giovanni. Cena za pokój 69 euro. Hotel nie powala na kolana, ale jak na Rzym cena/jakość nie jest źle. Napiszemy oddzielny post dotyczący tego Hotelu.

Po śniadaniu pojechaliśmy pociągiem na lotnisko. 5 min od hotelu jest stacja Tuscola. Pociąg kosztuje również 8 euro i jedzie 40 min. Po wyjściu z pociągu są tablice świetlne których możemy odczytać numer Terminala z którego odlatuje nasz samolot – w naszym przypadku to Terminal nr 3. Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa i odprawę paszportową wsiadamy w pociąg który przewozi nas do hali odlotów.

Po 3 min. jesteśmy na miejscu. W hali odlotów również zanajdują się sklepy bezcłowe. Jest w nich taniej niż w sklepach, które znajdują się normalnie podczas lotów po europie, ponieważ cena nie zawiera akcyzy. Jako przykład możemy podać Tquille Gold którą kupiliśmy za 18 euro, u nas normalna cena to około 25- 30 euro.

Po zakupach zmierzamy do Lounge Alitalii. Niema niespodzianek, jest co zjeść jest co się napić. Darmowe wifi na całym terminalu. Wystarczy się zalogować podając imię i nazwisko. Rzym – Alitalia Le Navi SkyTeam lounge – krótki opis lounge. 

Wylatujemy do Tokyo. Lot będzie trwał 12.15 h. Polecimy Boeingiem 777-200ER. Planowany przylot to 11.05 czasu miejscowego.

Rzym – Tokyo 

Wylecieliśmy z Rzymu z 15 min opóźnieniem. Powodem było powolne ładowanie bagaży przez cargo. Samolot szeroko kadłubowy z systemem siedzeń 3-4-3. Miejsca na nogi podobna ilość jak w A320. Fotele trochę węższe, ale kat pochylenia wystarczający. W samolocie jest głośniej niż w Airbasie A340 którym mieliśmy okazję lecieć w tym roku do Hong Kongu oraz Dubaju.

System multimedialny działał, spory wybór muzyki oraz filmów w języku angielskim.

Serwis pokładowy bardzo dobry. Po 20 min od startu podano napoje, po godzinie kolacje. Do wyboru dania kuchni włoskiej lub japońskiej. My wybraliśmy własną – lazania, kasza z oliwkami oraz mały deser biszkopt z musem jabłkowy. Wszystko było bardzo smaczne.

Po kolejnych 10 min podano napoje i dla chętnych japońska herbata. Po 9 godzinach lotu podano śniadanie.Plaster szynki i sera, jogurt oraz rożek bez nadzienia.

Lecieliśmy z grupą przyjaciół z Japonii którzy wracali z wycieczki. Mieliśmy okazję popytać o zwyczaje oraz kuchnie. Większość Japończyków lecących z nami w samolocie założyła białe maski na usta. Jak się okazuje służą one nie tylko szeroko pojętej higienie i ochronie przed pyłkami i bakteriami,  ale również przed klimatyzacja. Generalnie Japończycy nie lubią tego wynalazku, ponieważ uważają że szkodzi zdrowiu, a szczególnie gardłu.

Po wylądowaniu przechodzimy przez odprawę celną. Musimy wcześniej wypełnić odpowiednią deklarację, którą dostaliśmy w samolocie.

Udajemy się na pociąg do centrum. Dworzec kolejowy znajdował się pod terminalem na którym wylądowaliśmy. Przy stacji jest punkt w którym możemy się zaopatrzyć w promocyjne pakiety biletów na metro + dojazd do centrum. To się opłaca. My wykupiliśmy pakiet: przejazd w jedną stronę szybką kolejką do centrum + dwudniowy bilet na metro za który zapłaciliśmy 93 zł. Bilet całodzienny kosztuje 30 zł. Takie pakiety jak i bilety całodzienne na metro możemy kupić prawdopodobnie tylko na lotnisku – są one przygotowane wyłącznie dla turystów.

Wypłaciliśmy trochę gotówki w bankomacie – zero niespodzianek, wszystko dobrze opisane w języku angielskim.

Pociąg do centrum jedzie 40 min. Jego ostatni przystanek to stacja metra Ueno.

Pod fotelami są gniazdka elektryczne ( Inne wtyczki niż w EU ).  Dużo miejsca na nogi,cicho. Miejsca są numerowane.

Ze stacji kolejowej udajemy się na metro – za żółtymi wskazaniami.

Dochodzimy do stacji metra. Ciekawostka jest taka ze posiada ono 13 linii, a mapka przypomina kolorowa pajęczyne 99% mężczyzn znajdujących się w metrze nosi garnitur i krawat, czujemy się lekko wyobcowani Pierwsze wrażenie to czystość, porządek i uprzejmość ludzi. Mapa metra wygląda mniej więcej tak 😀 :

_image1_1__8j-lA1396407638221Wygląda groźnie, lecz po dokładnej analizie okazuje się, że aby dotrzeć dowolnej stacji metra wystarczy 1 przesiadka. Jesteśmy pod wrażeniem jak to mądrze zostało zaprojektowane i zorganizowane. Stacje metra oprócz sowich nazw posiadają numery. Po nich możemy zorientować najszybciej w którym kierunku jedzie metro. Na przykładzie poniżej widać że jedziemy w kierunku stacji nr. 1.

Wychodząc ze stacji metra w centrum przeżywamy bardzo miłe zaskoczenie. W Tokio mieszka 12 mln mieszkańców, cała aglomeracja skupia 31 – 35 mln mieszkańców. Możemy więc spodziewać się korków, tłumów ludzi oraz gwaru. Nic z tych rzeczy ! Po pierwsze jakość powietrza jak i przejrzystość jest lepsza niż w Krakowie w niedziele.  Brak jakichkolwiek korków. Nikt nie trąbi. Ludzie w metrze jak i na ulicy jeśli rozmawiają robią to cicho. Panuje tu niesamowity ład i porządek. Na schodach ruchomych wszyscy ustawiają się po lewej stronie. Schodami schodzimy po prawej a wychodzimy po lewej stronie – są strzałki gdyby ktoś zapomniał. Byliśmy w Singapurze więc wiemy co to czystość na ulicach, ale w Tokio mamy wrażenie, że jest jeszcze lepiej.

 IMG_9970

Zgodnie z poleceniem wielu znajomych udajemy się do Tokyo Metropolitan Government Building. Budynek rządowy posiada darmowy tras widokowy na 45 piętrze. Nie widzieliśmy lepszej atrakcji turytyczenej dostępnej za 0 zł nigdzie !! Coś niesamowitego. Aby wjechać na górę szukamy w holu na dole windy oznaczonej literką „J” – czekamy 5 min w kolejce.

Widoki z góry zachwycające – szczególnie gdy jesteśmy tam po zmroku.

IMG_0039

IMG_0032

IMG_0007

IMG_9991

Robienie zdjęć utrudnia troszkę szyba i refleksy ale jakoś daliśmy radę. Po wizycie w TMG, udajemy się pieszo na stację metra Shinjuku. Po drodze przechodzimy przez dzielnicę z elektroniką i dużą ilością restauracji oraz sklepów spożywczych. Ceny elektroniki nie są konkurencyjne w stosunku do naszych cen. Duże sklepy z elektroniką czynne są 24 h.  Jeśli chodzi o ceny jedzenia to np. kebab kosztuje 16 zł, danie w restauracji około 30 zł, obiad trzydaniowy około 70 zł.

IMG_0047

IMG_0045

IMG_0043

IMG_0041Przejścia dla pieszych przypominają raczej garaże podziemne.

Sklepy spożywcze oferują duży wybór alkoholi w przystępnych cenach.

Typowe przejście dla pieszych o godzinie 20.

Śpimy w 5* ANA Intercontinental Tokio. Z ładnym widokiem z 17 piętra na którym mamy pokój. Hotel rewelacyjny. Posiada on min. 5 restauracji, w tym MIX & BAR znajdującą się na 36 piętrze z rewelacyjnym widokiem na całe miasto. Ciekawostka typowa dla europejczyka to toaleta z elektronicznym osprzętem.

IMG_9968

IMG_9965

IMG_9958

IMG_9956

IMG_0057

IMG_0053

Plan na jutrzejszy dzień to: północna cześć miasta oraz wylot o godzinie 23 ( miejscowego czasu ) na Hawaje.

Tokio dzień drugi

Rano wybraliśmy się na pocztę by wysłać kartki. Po odnalezieniu pocztu – co nie było proste ze względu na ubogie oznaczenia, zakupiliśmy kartki. Każda kartka ma już wydrukowany swój znaczek pocztowy za 52 yeny, aby wysłać kartkę do Europy suma znaczków musi wynosić 70 yenów. Bo dokupieniu brakującego znaczka za 18 yenów wysłaliśmy kartki. Jak się później okazało na lotnisku również był urząd pocztowy.

DSC_0216~2

Im dłużej jesteśmy w tym mieście tym bardziej nas zachwyca jak została zaprojektowana przestrzeń. Ilość przejść dla pieszych, kładek jak i tuneli którymi przechodzą ludzie z biurowca do biurowca robi niesamowite wrażenie.

IMG_0060

DSC_0237

DSC_0231~2

DSC_0227~2

DSC_0234~2~2

DSC_0224

Po dwóch dniach musimy stwierdzić że metro działa w sposób wzorowy. Oznaczenia przystanków literkami linii i liczbami porządkowymi sprawdzają się w sposób wzorowy. Oznakowania dotyczące kierunku wchodzenia na schody są bardzo dobrze widoczne. Wszyscy bez wyjątku się tego trzymają.DSC_0287

W metrze jak i na ulicy nie usłyszymy krzyków, głośnego śmiechu czy innych zachować na które byśmy zwracali uwagę. To zdecydowanie spokojny naród. Uczniowie w szkoła posiadają mundurki – które bardzo się nam spodobały. Chłopcy już od małego uczeni są do chodzenia w garniturach oraz krawatach – ktoś powie że to dziwactwo. Patrząc jednak na 20-40 latków widać, że strój się nie zmienia. 99% pracowników biurowych chodzi w garniturach. Wygląda to mniej więcej tak jakby metrem jeździli sami prezesi i dyrektorzy. Wszyscy w garniturach i posiadający wypucowane buty do tego stopnia, że można się w nich przeglądać.

DSC_0238~2

DSC_0240~3

DSC_0247~2

DSC_0248~2Ostatnim punktem, który odwiedziliśmy w Tokio była dzielnica Asakusa. Mieszkanka tradycji z nowoczesnością. Setki restauracji, barów, sklepy z tradycyjnymi wyrobami z Japonii, pokemony i czego byśmy sobie jeszcze nie wymyślili. Polecamy !

DSC_0252~2

IMG_0069

IMG_0076

IMG_0080

IMG_0066

IMG_0067Sercem dzielnicy jest najstarsza Tokijska świątynia Senso-ji. Wygląda pięknie ! Otoczona pięknym ogrodem tworzy niesamowitą atmosferę. Pod drodze mijamy dużą kadzielnice, gdzie każdy zatrzymuje się na chwile ,aby symbolicznie okadzić się dymem. Przed wejściem na schody do świątyni gdzie ludzie zatrzymują się ponownie, aby obmyć ręce i usta, nabierając wodę chochelką ze specjalnej kamionki. Ostatnim miejscem są schody na których ustawiona jest skrzynka na datki gdzie wierni wrzucają pieniądze na cel danej intencji.

IMG_0081

IMG_0084


IMG_0100

IMG_0102

IMG_0105

IMG_0106

IMG_0116

IMG_0129

IMG_0137

IMG_0148

IMG_0153

IMG_0157

IMG_0158

IMG_0159

IMG_0160

IMG_0172

IMG_0181

IMG_0182

IMG_0183

IMG_0186

IMG_0190

IMG_0192

IMG_0195

Wychodząc bocznym wyjście przy świątyni jest Amuse Muzeum, w którym znajduje się sklep z pamiątkami. Duży wybór pamiątek dobrych jakościowo i atrakcyjny cenowo.

IMG_0203

IMG_0200

Idąc ulicą, natknęliśmy się na sklep z liczydłami – ma swój klimat. To chyba pierwszy taki sklep tego typu jaki widzieliśmy dotychczas.

IMG_0204Jak widać przejście dla pieszych nie zawsze musi być prostopadłe do jezdni.

IMG_0220
Wchodząc do metra odwiedziliśmy bar i postanowiliśmy coś zjeść przed odlotem.Zamówiliśmy ryż z kurczakiem oraz rosołem za 15 zł! Pani go przy nas zrobiła, wszystko świeże i pachnące. W Polsce trudno o taki stosunek ceny do jakości. Japonia nie jest droga ! To stereotyp. Ceny jak w większości stolic europejskich.  
IMG_0225

Udajemy się lotnisko Haneda. Metrem do stacji Sengakuji. Z perony wchodzimy schodami i szukamy kasy, aby kupić bilet na pociąg na lotnisko. Niczego takiego niema – jedynie co jest to automat do zakupu biletów. Nie było by problemu gdby nie fakt iż w automatach tego typu nie można płacić kartą ! Nie mieliśmy gotówki więc spacerek do bankomatu, tam zdziwienie iż akceptuje tylko japońskie karty. W drugim ta sama historia. Poprosiliśmy przechodzącego chłopaka, żeby nam wymienił dolary na yeny – bez problemu to zrobił, a dodatkowo wyciągnął kalkulator przeliczył i oddał co do yena reszty nie chcąc nic wsiąść. Bilet kosztował 15 zł. Czekając na pociąg towarzyszy nam śpiew ptaków dochodzący z głośników – jak w parku. Ciekawe rozwiązanie, uprzyjemnia oczekiwanie na pociąg czy metro. Podobne rozwiązanie widzieliśmy w kolejce w Zurichu na lotnisku gdzie puszczano dźwięk krów – co dla niektórych było folklorem.

A propo czytania mapy metra. Jeśli linia pociągu jest podświetlana jakimś kolorem to oznacza, że pociąg odjeżdża z tej samej stacji co metro.

vbbbb

Po około 40 min dojeżdżamy na lotnisko Haneda. Piękne, duże i robi rewelacyjne wrażenie.

Obsługa na lotnisku rewlelacyjna. Każdy pomocny i uśmiechnięty. Podczas odprawy biletowej – pani z linii lotniczych Ana musiała otworzyć sobie swój kajecik – miał może 10×5 cm, aby odszukać gdzie znajduje się numery wizy do USA, znalazła informacje o nim wśród mieszkańców Afryki oraz np. Uzbekistanu To idealnie pokazuje na równi z jakimi krajami jesteśmy traktowani przez Usa. Przepraszała nas przez 3 min, że tylko musieliśmy czekać. Ceny na lotnisku nie skłaniają do dużych zakupów, my postanowiliśmy ze przetestujemy na Hawajach Japońskie whisky oraz „alkohol destylowany”, którego nie mieliśmy czasu skonsumować w Tokio – już możemy powiedzieć że polecamy whisky ! Coś dla smakoszy , rewelacyjny zapach i samak. 

Toaleta na lotnisku – coś jak z gwiezdnych wojen. W Japonii przyświeca zasada – jeśli możesz wcisnąć coś z elektroniki do danej rzeczy to to zrób ! W taksówkach drzwi tyle otwierają i zamykają się guzikiem. Wszędzie drzwi przesuwne otwierane na klawisze – poczta, banki, sklepy, hotele. Japończycy przywiązują dużą wagę to higieny. Do kanapek hermetycznie zamykanych dodają obligatoryjnie ściereczki do mycia rąk. Wszystkie krany, dozowniki oraz suszarki do rąk są bez dotykowe.

Lecieliśmy liniami ANA. Obsługa na ziemi jak i w powietrzu niespotykana u Europejskich przewoźników. Bardzo bogaty serwis pokładowy plus obsługa stewardess które dbają o każdy detal podczas podróży.

Nasz samolot to boeing 767 – nie najnowsza konstrukcja. System siedzeń 2-3-2. 2 klasy na pokładzie: biznes i ekonomiczna.

Biznes:

Dostaliśmy Comfort Seats – bardzo dużo miejsca na nogi. Fotele troszkę węższe niż w Boeingu 777 którym lecieliśmy do Tokyo. Głośnoś podobna.

Na początku podano przekąskę, bułkę, wodę, galaretkę z mango  i ciasteczka plus dodatkowo napoje do wyboru – w tym białe i czerwone francuskie wino – polecamy !

Po 3 godzina podano ciepłe danie – bardzo obfite. Sos grzybowy z kurczakiem, makaronem oraz gotowanymi warzywami – przepyszne ! Do tego była sałatka z dipem czosnkowym, galaretka owocowa i grzanki.

Podchodzenie do lądowania na Hawajach:

Podsumowując do Japonii na pewno wrócimy ! Super kraj, zachwyca do jakiego stopnia miasto wielomilionowe może być przyjazne dla obywateli. Nie jest to kraj drogi jak uważa wiele osób. Transport jak pisaliśmy jest tani, jedzenie i picie jak w każdej stolicy europejskiej. W Tokio nie ma wiele zabytków, ale warto zobaczyć tą metropolię. Jeśli na południu jest jeszcze ładniej ciężko to sobie wyobrazić. Zaskakują: brak spalin, bark pyłów w powietrzu, co za tym idzie przejrzystość powietrza nie rewelacyjna ! Naprawdę powietrze jest lepsze jakościowo niż w polskiej małej miejscowość. Jeśli tak ma wyglądać przyszłość związana z szeroko rozumianą ekologią jesteśmy na TAK ! Ilość samochodów jest bardzo mała, jeśli są to Hybrydowe lub posiadające bardzo rygorystyczne normy emisji co2. Klimatyzatorów brak – piszę tutaj o typowych małych, które hałasują i nagrzewają powietrze. W mieście zastosowano centralny system klimatyzacji. Nie mam szczegółowiej wiedzy jak on działa, ale jest niewidoczny. Japończycy jako naród są bardzo uprzejmi i pogodni. Nie spotkaliśmy się z sytuacją, by na nasze pytanie ktoś się skrzywił, lub nie chciał w jakiś sposób pomóc. Nawet osoby które nie znały angielskiego, posiłkowały się komórką lub prosiły osoby trzecie by nam pomogły. Uśmiech jaki towarzyszy osobom nie jakimkolwiek stopniu wymuszony ! Ma to odzwierciedlenie w jakości obsługi w liniach lotniczych ANA i JAL, które większość rankingów są w czołówce światowej – jeśli chodzi o jakość obsługi. Jak prosisz personel czy to w hotelu czy w samolocie o coś , masz wrażenie że on tylko na to czeka by ci pomóc. Są to ludzie bardzo honorowi i szanujący się wzajmenie. Mieliśmy okazję podglądać pracę Stewardess pod czas lotu. Każda każdej dziękowała za coś kłaniając się. To samo było w hotelu podczas spotkań, podchodzili do siebie i się kłaniali. To czego dowiedzieliśmy się : są trzy rodzaje: eshaku – płytki pokłon do 15 stopni, keirei – średni pokłon 30-45 stopni, saikeirei – głęboki pokłon powyżej 45 stopni. Im większa dysproporcja rangi pomiędzy dwiema osobami, tym głębszy powinien być ukłon. Ciężko przejść obojętnie wobec ich uprzejmości.

Hawaje

Aloha!

Pierwsze co napiszemy to ciekawostka z dziedziny geografii. W Toki wstaliśmy o godzinie 12 w południe 11 listopada, wylecieliśmy do Honolulu o godzinie 23 – 11 listopada – a przylecieliśmy po 7 godzinach lotu na Hawaje – Uwaga ! – 11 listopada o godzinie 10 rano ! Więc realnie rzecz ujmując dostaliśmy dzień gratis w naszej podróży – to zaleta podróży dookoła świata ze zachodu na wschód. Zmiana daty była spowodowana przekroczeniem linii zmiany daty. Przy przekraczaniu linii zmiany daty w podróży z zachodu na wschód odejmujemy jeden dzień od bieżącej daty (obowiązującej po zachodniej stronie linii), natomiast przy poruszaniu się w przeciwnym kierunku dodajemy jeden dzień do bieżącej daty (obowiązującej po wschodniej stronie linii).

.

Po wylądowaniu i wejściu na terminal poczuliśmy się tak, jakbyśmy przeżyli podróż w czasie. Mniej więcej 20 lat do tyłu w stosunku do Japonii. Wygląd terminala przypominał budynki naszych urzędów z lat 80 – boazeria na ścianach plus obraz witający turytów jak z serialu „Policjanci z Miami „.  Wchodzimy do Immigration i stajemy w kolejce wraz z około 500 Japończykami. Otrzymanie wizy w Polsce do USA nie gwarantuje nam wjazdu do USA. O tym warto pamiętać. Rozmowa z celnikiem która, trwa 5 min to tak naprawdę chwila prawdy – warto więc być przygotowanym na każde pytanie. Po godzinie czekania w kolejce zostajemy poproszeni o paszport. Następnie jesteśmy pytani o cel wizyty, z kim jedziemy, na jak długo, czy mamy bilety powrotne – prosi i o pokazanie potwierdzenia biletów, pyta gdzie będziemy mieszkać na Hawajach ( nazwa Hotelu oraz adres), gdzie pracujemy, ile zarabiamy, czy mamy żonę w Polsce. Po odpowiedzi na te wszystkie pytania wbija nam stemple do paszportu – czas na opuszczenie USA 6 miesięcy. Zdecydowania nasza rozmowa z celnikiem trwa dłużej niż w przypadku Japończyków – stanowi swego rodzaju folklor ponieważ jak nam wyjaśniono rzadko europejczycy wjeżdżają do USA od strony Azji. Schodzimy na dół – punkt kontroli bagażu. Mówimy że nic nie przywozimy, nie mamy płynów, jedzenia ani niczego czym będziemy handlować i przechodzimy płynnie do wyjścia z terminalu. Już na przykładzie zachowania celników widać, że jesteśmy w kulturowo zupełnie innym kraju. Żują gumy podczas rozmowy, coś tam mruczą pod nosem, czujemy się jakbyśmy im przeszkadzali. To jeszcze bardziej potęguje nasz podziw do Japończyków i ich zupełnie innego podejścia do ludzi. Żal było patrzeć jak niektórzy – szczególnie starsi ludzie byli „popychani” w kolejce lub też krzyczano na nich – aby przeszli do innej kolejki. Człowiek sobie myśli, jak można być takim ” prostakiem”, aby nie szanować szczególnie ich – osób które emanują spokojem i nic złego nikomu nie robią. My w Polsce jesteśmy do chamstwa urzędników przyzwyczajeni, ale naszym zdaniem powinni darzyć ich większym szacunkiem – szczególnie, że z tego co można zaobserwować-  70% turystów na Hawajach to Azjaci.

Na lotnisku jest informacja turystyczna, w której siedzi starszy dziadek i rozdaje reklamy zorganizowanych wycieczek. Na pytanie o dojazd do centrum kieruje odrazu do prywatnych przewoźników – o transporcie miejskim nic nie wiem i nic nie słyszał – kapitalizm się kłania. My wiedzieliśmy, że oczywiście takowy jest i ma się dobrze. Wystarczy z hali odlotów przejść przez jezdnię i iść w prawo około 200 m, by natknąć się na przystanek. Bilet kupimy u kierowcy w cenie 2,5$. Transport prywatny – panie przed wyjściem z terminalu w Hawajskich koszulach oferują przejazd pod nasz Hotel ( gdziekolwiek w Waikiki by on nie był ) za 12$ / os ( 20 $ w dwie strony ) – może to być dobra opcja dla osób, którzy są zmęczeni i nie mają sił maszerować z przystanku do Hotelu. Jest to zdecydowanie tańsza opcja niż taksówka. Docieramy do Hotelu Aqua Waikiki Pearl. Szału nie robi bo jak lotnisko swoje lata świetności ma za sobą. Dostajemy chyba największy pokój w Hotelu. Apartament z kuchnią, sypialnią, pokojem dziennym oraz sypialnią. Klimat Hawajów można poczuć na recepcji gdzie obsługuje nas „Hipis” około 50 lat – totalny luz połączony z fantazją – słowo Aloha ciśnie się samo na usta. Pokój na 10 piętrze ze znośnym widokiem na Waikiki. Koło hotelu jest duży plac budowy i hałas jest dotkliwy – akurat nam to nie przeszkadza bo zostajemy tam tylko jedną noc.

IMG_0235

IMG_0233

IMG_0231

IMG_0230

IMG_0229

IMG_0228Apropos hałasu – siedząc na balkonie wieczór przez 5 min dochodzimy do wniosku, że siedząc na ławce w centrum Tokyo było tak około 3-4 razy ciszej. 1. Karetki na sygnale jeżdżą ciągle – w Tokio ani razu nie widzieliśmy karetki oraz jej nie słyszeli. Wynika to zapewne z kondycji zdrowotnej amerykanów oraz Japończyków, która gołym okiem jest zupełnie różna. W Tokio nie widzieliśmy apteki, w Honolulu idąc głównym deptakiem jest co 100 m. Pełno amerykanów kupujących po kilka paczek leków, suplementów i innych specyfików. Jedzenie – jak wiadomo amerykanie to naród otyły, w mieście pełno barów fast food, w których pełno ludzi. Kupiliśmy w 7-Eleven hermetycznie zapakowane kanapki. W Tokio były 2 kanapki w których był np. jeden plasterek szybki i sera oraz zielona sałata i pomidor, takie same kanapki na Hawajach miały po 3 pasterki szybki , 4 plasterki sera oraz majonez w saszetce. I tak można porównywać dalej – jedzenie np. w MacDonaldzie niby jedna sieć, a ilość majonezu czy ketchupu oraz sera jest dwukrotnie większa w USA niż w Japonii. Nic nie bierze się z niczego. 2. Klimatyzatory – koszmar. Każdy pokój ma swój klimatyzator – zdarza się że i dwa lub trzy. Siedząc na balkonie czy idąc ulicą nic nie słychać tylko huczenie starych klimatyzatorów. Gdziekolwiek nie wejdziemy klimatyzacja na pełną moc – drzwi pootwierane okana też – to razi w dobie „walki z efektem cieplarnianym”. Tutaj nie ma takiego pojęcia jak oszczędzanie prądu. To pokazuje poraz kolejny jak Japonia jest bardziej rozwinięta cywilizacyjnie.  3. Samochody – nie zliczona ich ilość, a co jeden to ma większy silnik a co za tym idzie jest głośniejszy. To akurat nam najmniej przeszkadza.

IMG_0241

IMG_0291Zapraszamy na krótki spacer po Waikiki. Tereny zielone są bardzo zadbane, idąc dziś o 8 rano wszystko było podlewane, koszone, podcinane. Kompozycje krzewów i rośli robią wrażenie, a potęguje je kolor nieba.

IMG_0295

IMG_0289

IMG_0283Waikiki Beach – według nas nie ma tłumów, bez problemu znajdziemy leżak by się położyć. Plaża faktycznie robi wrażenie. Kolor wody + nieba i góry w tle robią swoje.

IMG_0298

IMG_0308

IMG_9955

IMG_9961

IMG_9967

IMG_9982

IMG_9985

IMG_9986

IMG_9992

IMG_9994

IMG_9998

IMG_9991

IMG_0022

Jeśli jednak ktoś nie lubi większej liczby plażowiczów i chce mieć więcej miejsca, to spokojnie 800 m dalej idąc na wschód znajdzie dal siebie miejsce. IMG_0025Zakupy i jedzenie:

Ze sklepami nie mam najmniejszego problemu, na każdym rogu wzdłuż głównych ulic są sklepy „ABC Stores” – posiadają one w swojej ofercie jedzenie, picie owoce, ubrania, pamiątki, kosmetyki i wiele innych rzeczy. Ceny są przystępne. Nie ma co ze sobą brać za dużo rzeczy ponieważ większość tu jest tańsza. Od alkoholu po ubrania a nawet materace do pływania.

IMG_0273

IMG_0270

IMG_0269

Kupiliśmy sobie ciekawie wyglądającą zimną herbatę – bardzo dobra i orzeźwiająca. Puszka 0,680 litra za 3$.

Postanowiliśmy również spróbować tutejszego piwa. Czerwone słodkawe – podchodzi delikatnie pod warkę. Niebieskie z dodatkiwem aromatu kokosowego – oby dwa bardzo smaczne.

Znaleźliśmy Outlet Ross w dzielnicy Waikiki – ilość i ceny robią wrażenie. Na parterze rzeczy dla kobiet na 1 piętrze dla mężczyzn. Dla przykładu japonki Tom Hilfiger kosztowały 9$, perfumy Azzaro Chrome 50 ml dla mężczyzn 16$.

IMG_0249

IMG_0247

IMG_0244Jedliśmy wczoraj w Burger Kingu. 2x kanapka = 7$ plus napój za 3$. Bardzo smaczne – zupełnie inne kanapki niż u nas – o wiele lepsze !

IMG_0274Dziś na test poszedł MacDonals. Mają w USA tzw. Menu za dolara. Do wyboru 3 kanapki i inne przekąski oraz kawa. Nie ma co narzekać – podobnie jak u nas bez fajerwerków. To prawdopodobnie najtańsza opcja zjedzenia pożywnego posiłku. Mac jest zaraz przy plaży w Waikiki.

IMG_0009Zameldowaliśmy się w drugim Hotelu Ambasador, gdzie będziemy przez 3 noce. Hotel super ! Polecamy, zameldowano nas już o 9 rano – w poprzednim kazano nam czekać do 14, a byliśmy o 13.15. Hotel nowszy i zdecydowanie przyjaźniejszy. W pokoju również kuchnia, sypialnia mniejsza, ale przyjemniejsza.

Widok z balkonu:

Jeśli chodzi o atmosferę na ulicach i w hotelach to panuje tu ogólny luz. Przypomina to trochę atmosferę „hipisów” z lat 70 – piszemy oczywiście o mieszkańcach wyspy. Aloha i do przodu ! Generalnie Hawajczycy są mili. Większość z urody przypomina wymieszanych Azjatów z Meksykanami. Spotkaliśmy już dealerów – właściwie 50 m od hotelu. Nie skorzystaliśmy, ale walą prosto z mostu co sprzedają. Są ludzie bezdomni, żebracy pod większością restauracji – w Japonii jednego i drugiego nie dało się zobaczyć. Naciągacze – np. sprzedający bilety na USS Memorial, który jest bezpłatny. Trzeba uważać. Plan na jutro: wynajmujemy samochód i jedziemy pojeździć po wyspie 🙂 

Oahu – Hawaje

Wyspę Oahu można porównać do Madery. Są 3 różnice : 1. Na Maderze nie ma naturalnych plaż, na Oahu są wspaniałe piaszczyste. 2. Na Maderze nie ma fal wysokości – 3 -5 m, a co za tym idzie surferów. 3. Na Maderze nie mam Waikiki – wieczorem ulice tętnią życiem.  Poza tym zasadniczymi różnicami jest bardzo podobnie. Pośrodku wyspy są góry, które sowimi pionowymi zboczami porośniętymi zielenią tworzą niepowtarzalne widoki. Można je oglądać między innymi w serialu „Lost”.

Wczoraj w związku z tym iż w Waikiki było pochmurno postanowiliśmy pojechać na drugi koniec wysypy autobusem. Jedyny rozkład jazdy autobusów znajdziemy w google. Na przystankach próżno szukać rozkładów jazdy jak i trasy jakim jedzie dany autobus.

Bilety kupimy u kierowcy – wsadzając pieniądze do skarbonki która znajduje się właśnie przy nim. Za każdym razem kierowca zapyta nas o przytamek docelowy. Informacja ta jest dla niego ważna, ponieważ za 2,5 $ kupujemy bilet czasowy z maksymalnie dwiema przesiadkami. Co do czasu to trudno nam powiedzieć jak to dokładnie jest, ponieważ w jedną stronę dostaliśmy bilet na 2,5 godziny a w drugą na 3,5 godziny. Wystarcza to na dojechanie do najdalszego miejsca na wyspie. Obraliśmy kierunek Waimea Valley.

rrfergerg

Jechaliśmy normalnym autobusem miejskim przez 3 godziny – dość ciekawe przeżycie.

Gdy sprawdziliśmy na którym przystanku mamy wysiąść zrobiło się ciekawie – 101 ! Jak się jednak później okazało na Hawajach wszystkie przystanki są na żądanie. Gdy stoimy przy ulicy każdy autobus się zatrzyma. Podczas przejazdu autobusem mamy do dyspozycji linkę wzdłuż całego autobusu to włączenia sygnalizacji dla kierowcy. Podejrzewamy, iż to wynalazek wymyślony specjalnie dla wygodnych amerykanów.

Po drodze z okien widzimy szyty gór, które ciągną się wzdłuż całej wyspy.

Dojechaliśmy na miejsce. Pogoda zupełnie inna. Słońce, ciepło i lekki wiaterek. Udajemy się w pierwsze kolejności w kierunku Waimea Valley. Przechodzimy przez bramę i ukazuje nam się piękny widok drzew i ogrodów.  Zapach w tym miejscu przypomina zapach tequili, trudno powiedzieć czemu, ale to jedyne porównanie jakie udaje nam się znaleźć. Po przejściu 700 m dochodzimy do wejścia. W dolinie jest wodospad ( nieduży ) pod którym możemy się wykąpać, za tę przyjemność trzeba zapłacić 15$ – nie mamy w tego planach więc wracamy do drogi głównej i skręcamy w prawo w kierunku wioski Pupukea.

IMG_0057

IMG_0053

IMG_0049Północ wyspy znacząco różni się od południa. Szczególnie ilością plaż oraz wysokością fal. Przyciąga to w te rejony wszystkich surferów z całej . wyspy. Wpływa to klimat jaki tu panuje i ludzi jakich się spotyka – dopiero tutaj tak naprawdę czujemy że jesteśmy na Hawajach. Dochodzimy do wniosku że to najlepiej wydane 2,5$ w naszym życiu. Każdemu z Was polecamy wizytę w tej części wyspy ! Idąc wybrzeżem natknęliśmy się na ciekawą plażę. Oferuje ona piasek, trawnik lub kamienie na których możemy usiąść i obserwować przelewające się fale do naturalnego zbiornika w którym kąpią się ludzie.

IMG_0126

IMG_0099

IMG_0097Każdy znajdzie tutaj miejsce dla siebie.

IMG_0086

Przez chwilę można było się poczuć jak na polskiej wsi.IMG_0096

IMG_0081-3

IMG_0117Wracamy tą samą trasą z powrotem. Podczas jazdy autobusem można zobaczyć jak blisko jest poprowadzona droga przy oceanie.

W dniu dzisiejszym wypożyczyliśmy samochód z wypożyczalni Hertz. Nasz samochód :

Jest to najwygodniejsza forma przemiestrzania się po wyspie, zapewnia elastyczność, jednak nie najtańsza. Jak wcześniej pisaliśmy w większość miejsc możemy dotrzeć autobusem miejskim za 2,5$ w jedną stronę. Jednyn z takich miejsc i zupełnie bezpłatnym jest jeden z najwyższych wodospadów na Oahu Manoa Falls. Polecamy ! Spacer trwa 40 min z przystanku. Idziemy lasem a raczej dżunglą z niesamowitym akompaniamentem ptaków i owadów. Widoki drzew których u nas nie spotkamy jak i zapach jaki czujemy robią na nas cudowne wrażenie.

IMG_0178

IMG_0176

IMG_0171

IMG_0162

IMG_0157-2

IMG_0151

IMG_0148-2

IMG_0145

Następnie pojechaliśmy na punkt widokowy Puu Ualakaa skąd można zobaczyć widok na całe Honolulu.

IMG_0188

IMG_0185

IMG_0179Następnie chcieliśmy dojechać do Ka’ena Point State Park, jednak życie pokazało że przejechanie Pearl City graniczy z cudem po godzinie 12. Utkneliśmy w korku na 1,5 godziny. Szyba zmiana planów i pojechaliśmy do oddalonego o 5 km Kuaokala Forest Reserve. Jeśli ktoś był na Tarifie w Hiszpanii i mu się podobało to tu znajdzie swój RAJ. Coś wspaniałego, żadne zdjęcia nie oddadzą uroku tego miejsca. Góry po jednej stronie w znużone w łunie oceanu, z drugiej Ocean na którym piętrzą się olbrzymie fale – 3-5 m wysokości, a do tego tylko my i nikogo więcej. Ten widok pozostanie nam na długo w pamięci.

IMG_0219

IMG_0203-2

IMG_0199

IMG_0196

IMG_0195-2Po drodze na odcinku kilku kilometrów ciągną się plaże na których nikogo nie ma. Nie wyobrażaliśmy sobie wcześniej że Hawaje a w szczególności wyspa Oahu oferuje tyle przetrzeni i dzikiej przyrody.Większość turystów tutaj nie dociera ponieważ wolą plażę w Waikiki na której codziennie gromadzi się spora liczba ludzi. Na północ docierają nieliczni turyści, głównie fajni ssurfingu. Według nas to najciekawsza część wyspy, jeśli ktoś lubi przyrodę a niekoniecznie tłumy na plażach to planując noclegi warto rozważyć tą lokalizację.

IMG_0224Jadąc wzdłuż wybrzeża natknęliśmy się na mistrzostwa surferów w Haleiwa Ali’i Beach Park. Po raz pierwszy widzieliśmy zawodowców w akcji. To co potrafią budzi respekt i uznanie.

IMG_0237Ostatnim punktem na naszej trasie była plaża o wdzięcznej nazwie Sunset Beach. Widok zachodzącego powoli słońca wraz z podziwianiem surferów zrobił na nas takie wrażenie, że postanowiliśmy tam zostać przez dłuższy czas. Poniżej seria zdjęć z tej plaży. Nie mogłem się zdecydować które zdjęcie dać, postanowiłem więc dać większość.

IMG_0329

IMG_0324

IMG_0301

IMG_0284

IMG_0275

IMG_0262

IMG_0260

IMG_0247-2Plan na jutro podobny do dzisiejszczego , czyli samochód i kolejna wycieczka dookoła wyspy. Wieczór mamy lot do Las Vegas.

Oahu – Podsumowanie ostatniego dnia

Ostatniego dnia naszego pobytu na Hawajach, ponownie wynajęliśmy samochód by objechać południowo-wschodnią część wyspy. W pierwsze kolejności pojechaliśmy do wnętrza krateru który widać w tle plaży Waikiki by wspiąć się na punkt widokowy. Wyjście nie jest bardzo trudne, trasa jest dobrze przygotowana ale zalecamy sandały lub półbuty bo jest ślisko. W naszym przypadku było to trochę męczące, ponieważ temperatura wynosiła 32 stopnie i praktycznie nie wiało.

IMG_0332

IMG_0331

Na górę warto wejść. Widoki które możemy oglądać wynagradzaja zmęczenie. Czas wejścia to około 40 min. Możemy tutaj dojechać autobusem z Waikiki lub samochodem ( parking 5$).

IMG_0374
IMG_0365

IMG_0358

IMG_0353

IMG_0350

Następnie pojechaliśmy zobaczyć z góry słynna plaże Hanauma Bay. Wygląda niesamowicie, ukryta w zatoce pośród skał.

IMG_0401

IMG_0393

IMG_0378

Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża obserwujemy urwiska i klify.

IMG_0411

IMG_0409

IMG_0404

Miejsca widokowe są oznaczone niebieskimi znakami, możemy się zatrzymać i porobić zdjęcia. Nie polecamy stawać byle gdzie na poboczu bo policja podchodzi do tego tematu dość restrykcyjne – każe mandatami, dziś mieliśmy na to przykład. Jedno z nich zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Jeżdżąc wzdłuż wybrzeża, nie używaliśmy przewodnika. Na marginesie powiemy ze np. Czytając przewodnik tripadvisor możemy odnieść wrażenie, że opinie o atrakcjach piszą firmy których one dotyczą, ponieważ np. w pierwszej dziesiątce próżno szukać darmowych atrakcji, które jak dla nas są jedynymi dla których warto wybrać się na Hawaje. Nie negujemy romantycznych kolacji z ogniwami za 90$, jednak zawsze trzeba się zastanowić czy jest sens płacić za coś co z założenia jest sztuczne i nie prawdziwe. Na Hawajach nr 1 są plaże, z których wszystkie są darmowe,  tylko musimy sobie zorganizować do nich dojazd, z którym jak wcześniej pisaliśmy nie ma najmniejszego problemu. Jedna z nich Lanikai Beach –  jest zupełnie inna, nie widać dokładnie tego na zdjęciu, ale proszę nam wierzyć, że na wsypce jest plaża do której możemy przejść morzem lub dopłacać kajakiem który możemy wynająć w pobliskiej wiosce. Rewelacja, widok na góry,  kolor wody, idealne warunki do pływania kajakiem lub łódka. Poniżej ciekawy punkt z którego widzimy ciągnące się góry oraz skaliste wybrzeże.

IMG_0439

IMG_0435

IMG_0425

Następnie podjechaliśmy do Kualoa Regional Park, skąd można podziwiać widok z samotną skałę.

IMG_0461

IMG_0457

IMG_0454

IMG_0450

Następnie Laie Point State Wayside. Bardzo klimatyczne miejsce, zobaczymy tam skałę w morzu jak i większą część wschodniego wybrzeża.

IMG_0482

IMG_0478

IMG_0475

IMG_0465

Kolejny przystanek dobrze znana nam plaża Sunset.Ostatnim przystankiem była plaża, na której kosztują surferzy Puaena Point Beach. Można powiedzieć ze to ich mekka na wyspie. Tutaj mieliśmy okazję oglądnąć nasz ostatni zachód słońca podczas pobytów na Hawajach.

IMG_0548

IMG_0539

IMG_0498Społeczność szczególnie w mniejszych miejscowościach jest bardo otwarte,zawsze pomocne i posiadające spora dawkę pozytywnej energii. Jest bezpiecznie, nikt nie zamyka dachów samochodów na parkingu, nie widać niczego co by wzbudziło nasze obawy. Ceny jedzenia i picia nie należą do najniższych, ale niema co narzekać. Ze spożywczych rzeczy najdroższe jest pieczywo, za chleb tostowy należy zapłacić 3$. Są markety Foodland, gdzie na przykład stając się stałym klientem ( procedura nie jest skomplikowana wystarczy podać numer telefonu sprzedawcy podczas robienia zakupów, prawdopodobnie zapyta o niego)  możemy kupić całego 8 kg indyka za 8$ , jest sporo produktów w promocyjnych cenach.

Litr paliwa kosztuje 1$. Z ciekawostek wszystkie rozmowy wewnątrz wyspy na telefony stacjonarne są bezpłatne. Podsumowując, wyspa Oahu jest piękna, dzika, rozrywkowa. Każdy znajdzie coś dla siebie, jednak nie ma co ukrywać że miłośnicy sportów wodnych poczują się jak w raju. Według nas właśnie dla nich jest ona stworzona.

A tymczasem w Vegas.

Las Vegas – Page 

Z Honolulu do Las Vegas lecieliśmy liniami United z przesiadka w Los Angeles. Samolot na trasie Honolulu Los Angeles to wysłużony 737, bardzo mało miejsca, fotele prawie się nie rozkładany. Jeśli chodzi o serwis pokładowy to sprowadził się on do podania picia dwukrotnie. Mieliśmy dość brutalne zderzenie dwóch światów jeśli chodzi o jakoś linii 5* ANA ( którymi lecieliśmy z Tokio na Hawaje ) i 3* United. Ranking Skytrax po raz kolejny okazały się miarodajny.

Po przesiadce z Los Angeles do Las Vegas lecieliśmy Airbusem A320, niebo a ziemia. Więcej miejsca, ciszej i wygodniej. Podano nam napój. 

Widoki z okna robią wrażenie. Pustynia wygląda z góry jak inna planeta.

Po wylądowaniu i wejściu do hali odlotów od razu widać gdzie jesteśmy. Pełno maszyn do gry.

Las Vegas to miasto bez większej historii. Stolica próżnego życia i rozpusty. Jeśli chce go ktoś odwiedzić w tym celu polecany weekend ponieważ w tygodniu to miasto straszy pustkami i tworzy obraz miejscowości która najlepsze czasy ma za sobą. Chcąc nie chcąc to najlpesze miejsce by rozpocząć podróż po parkach narodowych. Na ulicach drugim językiem jest hiszpański. Bardzo dużo Meksykanów, którzy tu pracują. Gdy ktoś będzie przejazdem w Las Vegas polecamy dwie rzeczy. Pierwsza to nocleg w hotelu Hard Rock.

Nie zapomniane wrażenia szczególnie po spacerze w dolnej części hotelu. Miłośnicy Rocka będą zadowoleni. Pełno pamiątek bo wybitych osobach, takich jak Bob Dylan, zespół Kiss, The Doors i wielu innych, których rzeczy związane ze sceną możemy podziać w gablotach. W hotelu jest również hala koncertowa, kasyno, 3 baseny, siłownia. Ze wszystkiego możemy korzystać za darmo. Cena pokoju w zależności od dnia tygodnia od 60$ do 90$. Pokoje przestronne, łóżka bardzo wygodne. W całym hotelu czuć atmosferę, iż działy się tam różne ciekawe rzeczy.

Rączka w windzie wygląda np. tak. W każdej inny cytat innego artysty.

Część kasyna związana ze sportem. Sala robi wrażanie.

Drugą rzeczą którą możemy polecić w Las Vegas to restauracja Denny’s. Jakoś jedzenia / ceny jest rewelacyjna. Wszystko świeże i pachnące. Ilość ludzi którzy odwiedzają to miejsce również robi wrażanie, trzeba zapisać się do kolejki i poczekać 5-10 min na wolny stolik. Forma podania również jest bardzo ciekawa – na żeliwnych ciepłych talerzach. Poniżej filet z kurczaka z warzywami w sosie burbonowym – cena 10 $.

Kolejny etap to wynajęcie auta. Dość złożone zagadnienie – szczególnie w USA, ale pokolei. Cena: składa się z 3 rzeczy. 1. Cena za samochód / dobę. 2. Ubezpieczenie OC ( inaczej się tutaj nazywa, ale w stanie np. Arizona jest obowiązkowe – mandat 500$ jeśli go nie mamy ) 15$ / dzień – nie ważne jaki samochód wypożyczamy. 3. Ubezpieczanie na wypadek uszkodzeń powstałych z naszej winy lub kradzieży – dobrowolne. W naszym przypadku zdecydowaliśmy że wypożyczymy nowy model Forda Mustanga w wersji cabrio. Nie rezerwowaliśmy wcześniej, ponieważ w USA są oferty lastminute w dość atrakcyjnych cenach dostępne w punkcie wypożyczalni -oczywiście zakładając że jesteśmy poza sezonem tak jak my. Za wypożyczanie samochodu poprzez sieć Alamo zapłaciliśmy 200$ / 7 dni ( on line ten samo samochód kosztował w najtańszej wypożyczalni 350$ / 7 dni ). Wykupiliśmy obowiązkowe OC za 15$/ dzień. Skorzystaliśmy z dodatkowego ubezpieczenia ze strony icarhireinsurance.com – za 7 dni zapłaciliśmy 41.93 GBP. Łącznie więc za samochód wydaliśmy 371$. Korzystając z całego pakietu oferowanego przez Alamo musielibyśmy wydać 550$ ! Więc oszczędności spore. Litr benzyny na stacji kosztuje 2,6 zł – 2,8 zł / litr. Nasz samochód spala około 9 litrów paliwa. Nie jest źle zważywszy na to ile frajdy nam przynosi jazda nim.

W związku z tym, iż mam małego bzika na punkcie tego auta, zapewne w dalszych dniach relacji pojawi się kilka zdjęć z jego udziałem.

Ruszamy, na początku tama Hoovera. Możemy na nią bezpłatnie wjechać i zaparkować. Ciekawostką jest fakt że na niej jest granica stanów Arizony i Nevady – co wiąże się z różnym czasem zegarowym pomiędzy jej brzegami.

IMG_0602

IMG_0599

IMG_0598

IMG_0592

Takie coś spotykaliśmy na parkingu.

IMG_0576

IMG_0571

Wyjeżdżając z tamy mamy możliwość zatrzymania się w kilku punktach widokowych – są dobrze oznaczone brązowymi tabliczkami.

IMG_0609Wjeżdżamy do pierwszego parku Lake Mead National. Wjazd do parków w USA samochodem jest płatny – 10$ każdorazowo, można jednak wykupić sobie imienną kartę roczną na wszystkie parki w USA za 80$. My skorzystaliśmy z tej opcji, ponieważ praktycznie nie da się jechać pomiędzy małymi miasteczkami omijając niektóre parki w okolicy w której będziemy przez kolejne 4 dni.

IMG_0665IMG_0663

IMG_0657

IMG_0655

Droga przez ten park jest jedną z najpiękniejszych dróg po jakich mieliśmy okazję jechać. Widoki są nieprawdopodobne. Czasami jak z innej planety. Co chwilę stawaliśmy i robiliśmy zdjęcia, jednak żadne z nich nie odda w pełni uroku tej trasy. IMG_0651

IMG_0645

IMG_0642

IMG_0638

IMG_0635

IMG_0629

IMG_0624

IMG_0613

IMG_0612To był niestety pierwszy i ostatni park widziany przez dzień, ponieważ musieliśmy dojechać do miejscowość Page oddalonej 300 km, więc nie było za dużo czasu bo zobaczyć coś więcej. Zmrok zapad tutaj dość wcześnie bo o godzinie 16 czasu miejscowego. Przejeżdżając przez Park Zion próbowaliśmy uchwycić kawałek drogi mlecznej. Z ciekawostek, jak wyjeżdżaliśmy z Las Vegas było 18 stopni, jak dojechaliśmy do Page w Arizonie było -8 🙂 Różnica 26 stopni sprawia dość ciekawe wrażenie.

IMG_0668Poniżej by nie zaśmiecać relacji zdjęcia z samochodem w roli głównej dla zainteresowanych.

IMG_0617

IMG_0649

IMG_0632

Monument Valley

Dzisiejszy dzień poświęciliśmy na zobaczenie Monument Valley i bezpośrednich okolic. Za wjazd do doliny zapłaciliśmy 20$ – opłacało się. Wrażenia niesamowite. Pętla w parku ma 27 km którą można pokonać sowim samochodem po drogach szutrowych. Nasz Mustang bez problemu pokonał całą trasę. Przejechanie całej pętli ze zrobieniem kilku zdjęć zajęło nam około 2 godzin. Tak naprawdę można pobyć w dolinie dłużej i pospacerować. W całym parku spotkaliśmy 10 turystów. Jak na tak dużą atrakcję Ameryki to trochę dziwnie wygląda. Wiemy, że jest poza sezonem, ale przejeżdżając przez park, jak i drogami sąsiednimi mamy wrażenie, że coś jest nie tak. Żadnej wycieczki szkolnej, zero turystów z USA. Sami Hiszpanie i Francuzi. Nie narzekamy, ale pokazuje to jak Amerykanie interesują się takimi atrakcjami.

IMG_0682

IMG_0681

IMG_0674

IMG_0671Widoki dość monotonne – ale właśnie dla takie monotonii warto tu przyjechać. Gdzieniegdzie widać śnieg. Różnica temperatur pomiędzy dniem a nocą jest znaczna. IMG_0769

IMG_0762

IMG_0761

IMG_0746

IMG_0744

IMG_0736

IMG_0732

IMG_0729

IMG_0713

IMG_0709

IMG_0707

IMG_0704

IMG_0698

IMG_0692Wyjechaliśmy z parku na północ drogą 163 w poszukiwaniu punktu gdzie była słynna scena z Forrest Gumpa. Tak to miało wyglądać:

ferfergggeg

A tak wyglądało 🙂

IMG_0789Widoki z drogi 163.

IMG_0772

IMG_0803Ostatnim planowanym przystankiem był Goosenecks State Park. Warto tam się wybrać, ładny punkt widokowy na zakole rzeki San Juan.

IMG_0821

IMG_0809Nie lubimy wracać tymi samymi drogami, więc postanowiliśmy że wrócimy drogą 6440. Nie było by w sumie w tym nic dziwnego, jednak okazało się, że to nie droga a ścieżka.

fwerfwefwf

Wjechaliśmy naszym Mustangiem w miejsca w których mało kto był na nogach a co dopiero samochodem. Jedno jest pewne, nie polecamy wycieczki na tą trasę bez auta terenowego. Jechaliśmy odcinek 30 km przez 2,5 godziny. Wynagrodzeniem dla naszego poświęcenia był niepowtarzalny zachód słońca.

IMG_0842

IMG_0833

W okolicznych miejscowościach są markety, ceny 1/3 niższe niż np. w Las Vegas czy na Hawajach. Stacje benzynowe oddalone są od siebie średnio o 50 km. Nie widać pośpiechu.

Na koniec kącik miłośników Mustanga.

Auto spisuje się rewelacyjnie. Dziś pokonaliśmy 550 km, zero zmęczenia, fotele bardzo wygodne. Samochód jest dobrze wyciszony. Po zdjęciu dachu w parku – wrażenia niesamowite. Samochód ma 300 koni mechaniczny – oczywiście ciężko korzystać w pełni  z jego mocy w USA, gdzie co chwila fotoradar, jednak daje on nie prawdopodobną frajdę z jazdy przy rozsądnym spalaniu 8 litrów / 100 km . Najbardziej jednak zaimponował w drodze przez skały i szuter, gdzie spisał się bardzo dzielnie. Polecamy !

IMG_0858

IMG_0855

IMG_0852

IMG_0827

IMG_0808

IMG_0807

IMG_0797

IMG_0753

IMG_0734

IMG_0731

IMG_0690

IMG_0679

Antylopa Canyon i Zion Park

W dniu dzisiejszym udaliśmy się w pierwszej kolejności do Kanionu Antylopy. Warto wiedzieć, że są 2 kaniony o tej samej nazwie. Dolny i Górny – różnią się one jak nam potem wyjaśniono tym że górny jest węższy u góry a szerszy na dole, a dolny odwrotnie. W związku z tym iż większość osób wybiera górny, my wybraliśmy się do dolnego kanionu. Wejście do obu kanionów jest możliwe tylko z przewodnikiem. Za wstęp zapłaciliśmy 28$. Całkowita długość zwiedzania to 1.15 h. Polecamy! Nie odpowiemy, który kanion lepszy, jednak ten w którym byliśmy spełnił nasze oczekiwania w 100%. Polecamy wizytę osobą lubiącym fotografię. Zaletom dolnego kanionu jest to, iż zdjęcia możemy spokojnie wykonywać bez statywu ,ze względu na lepsze oświetlenie. W drugim podobno jest mniej światła. Poniżej kilka z prawie 100 zdjęć, które zrobiliśmy w kanionie.

IMG_1067

IMG_1026

IMG_1016

IMG_0988

IMG_0980

IMG_0949

IMG_0946

IMG_0941

IMG_0916

IMG_0910

IMG_0908

IMG_0897

IMG_0886

IMG_0877Następnie postnowiliśmy pojechać do Parku Zion, przez który przejeżdzaliśmy ale w nocy. Po drodze zatrzymaliśmy na punkcie widokowym Wahweap Overlook.

IMG_1074 - Kopia

IMG_1068 - KopiaZion Park ma bardzo dużą powierzchnię, aby dobrze go zobaczyć potrzeba około 7 dni. Jest bardzo duża liczba szlaków oraz tras widokowych. My nie mieliśmy tyle czasu i nasze zwiedzanie parku sprowadzało się do widoków z punktów widokowych zlokalizowanych przy drodze. Nie ukrywamy że byliśmy w lekkim szoku, jak zobaczyliśmy to czego nie widzieliśmy jadąc przez park w nocy. Wjazd do parku kosztuje 25$.

IMG_1186

IMG_1162

IMG_1143

IMG_1142

IMG_1136

IMG_1133

IMG_1128

IMG_1125

IMG_1120

IMG_1114

IMG_1110

IMG_1107

IMG_1095

IMG_1090

IMG_1089

IMG_1088

Sarny i jelenie wokoło drogi,  są tak powszednim widokiem jak u nas psy i koty na ulicach. Bardzo fajne wrażenie, jednak trzeba bardzo uważać jeżdżąc samochodem w okolicach parku. IMG_1084

Krótka dygresja a propo jedzenia w Stanach. W sklepach nie ma innego chleba jak tostowy lub z ciasta francuskiego. Chleb tostowy kosztuje 2,5$. Wędliny jak są, to tylko pakowane próżniowo i do naszych polskich nie ma co porównywać, ta sama sytuacja dotyczy sera żółtego. Najtańszą opcją jedzenia – ciepłego są Fast Foody. Ilość osób które tam kupują jedzenie jest bardzo duża. W MacDonaldzie możemy kupić kanapkę za 1$ – nie polecamy ! Jakościowo dramat. Amerykanie się tym zajadają. To samo dotyczy innych sieciówek np. Burger Kinga – tam jedzenie dużo lepsze, jednak 3x droższe. Dziś poszliśmy do baru Big Al’s Burgers – za hamburgera zapłaciliśmy 6$. Specjalnością baru są Buffalo Burgery. Rewelacja! Tu dopiero można poczuć smak i zapach mięsa. Polecamy jeśli ktoś będzie przejazdem.
IMG_1168

IMG_1156

IMG_1153

IMG_1130

IMG_1124

IMG_1103

IMG_1081

Horseshoe Bend i Grand Canyon 

Dzisiejszy dzień był ostatnim dniem naszego pobytu w Parkach Arizony. Na koniec zostawiliśmy sobie dwie największe atrakcje Arizony czyli Horseshoe Bend i Grand Canyon. Pierwszy punkt to tzw. podkowa – a raczej zakole rzeki Kolorado. Byliśmy tam około godziny 9, słońce było dość nisko, ale udało nam się zrobić naszym zdaniem przyzwoite zdjęcia. Idealną porą na fotografowanie tego miejsca jest południe, gdy słońce jest wysoko. Z parkingu do punktu widokowego idzie się 15 min. Polecamy!

IMG_1241-2

IMG_1214

IMG_1199Kolejnym przystankiem po przejechaniu 120 km był Grand Canyon. Po wjechaniu do Parku ( koszt 25$ ), po około 500 m jest pierwszy punkt widokowy na Kanion Desert View Watchtower. Naszym zdaniem najlepszy punkt widokowy dostępny przy drodze. Znajduje się tam wieża widokowa, na którą możemy wejść bezpłatnie. Kanion robi wrażenie ! Liczby nie kłamią (Wikipedia) : Wielki Kanion ma 446 km długości i osiąga głębokość do około 1600 m. Szerokość waha się od ok. 800 m do 29 km w najszerszym miejscu. Jest to największy przełom rzeki na świecie. Wspaniałe kolory kanionu, które zmieniają się z godziny na godzine powodują, że można patrzeć godzinami na ten widok. Żałujemy, że nie mamy więcej czasu. W parku są wytyczone szlaki, można zejść na dół kanionu – długość szlaków wacha się od 10 km do 40 km. Jest możliwość biwakowania w kanionie przez dłużysz czas – warunkiem tego jest zgłoszenie tego w siedzibie parku.

IMG_1268Z ciekawostek, było to miejsce zderzenia w powietrzu dwóch cywilnych samolotów pasażerskich, Douglas DC-7 iLockheed Constellation, które miało miejsce 30 czerwca 1956 roku. W jego wyniku oba samoloty spadły do Wielkiego Kanionu Kolorado. Zginęło 128 osób, czyniąc z niej największą katastrofę lotniczą w tamtym czasie.

IMG_1261

IMG_1245

IMG_1260

IMG_1242Po drodze są punkty widokowe, bardzo do dobrze oznaczone z których możemy podziwiać kanion na różnych odcinkach.

IMG_1310Końcowym przystankiem podczas wizy w Parku był Mather Point.

IMG_1337

IMG_1326

IMG_1313

Dziś zakończyliśmy objazd parków narodowych w Arizonie. Było dokładnie tak jak oczekiwaliśmy, nic nas nie zaskoczyło ani nie rozczarowało. Napewno warto zrobić sobie taką wycieczkę. Na przyszłość polecam 2-3 dni w Parku Zion i to samo w Grand Canyon – by mieć czas przejść się szlakami – których jest niezliczona ilość. Zdecydowanie numerem 1 jest Wielki Kanion, którego rozmiary robią niesamowite wrażenie, później Zion Park – piękne góry, oraz niepowtarzalne formacje skalne. Numerem 3 był Monument Valley – do zobaczenia przejazdem, oraz Kanion Antylopy – nie duże, ale bardzo urokliwe miejsce. Nasz ranking jest subiektywny, ale polecamy wszystkie miejsca ! Warto. Najlepszą rzeczą jaką mają Stany do zaoferowania to właśnie przyroda. Hawaje jak i te parki są najładniejszymi i niepowtarzalnymi rzeczami, które możemy tutaj zobaczyć. Małe miasteczka są klimatyczne, ale nie oferują nic więcej w stosunku do tego co mamy w Polsce. Infrastruktura stara, jedzenie nie najtańsze i jakościowo wątpliwe. Z pewnością wrócimy w te rejony, pozostał nam jeszcze Park Narodowy Yosemite, którego nie zdążyliśmy zobaczyć – dla nie których nr. 1 w tej części Ameryki Północnej.

Obecnie jesteśmy w miejscowości Flagstaff mała, ale bardzo ładnie położona miejscowość. W okolicy są 4 różne Parki Narodowych. Nocujemy tutaj w hotelu, by rano wyruszyć pozostałościami drogi 66 do Los Angeles.

IMG_1309

IMG_1296

W drodze do Los Angeles

Plan na dziś był dość prosty – przejechać 750 km do Los Angeles częściowo drogą 66. Nie mieliśmy jakiś sprecyzowanych oczekiwań co do historycznej drogi, w naszym wyobrażaniu miała to być droga z fajnymi widokami i resztkami zabudowań oraz starymi pojazdami, które możemy zobaczyć. To co widzieliśmy to połączanie kiczu z dziadostwem. Widoki z drogi są dokładnie takie same jak z autostrady, która biegnie równoległe. Co do pozostałych zabudowań – jeśli je już znajdziemy przypominają bardziej domki dla dzieci pomalowane farbkami niż stare zabudowania. Wraki samochodów, które możemy zobaczyć są w tragicznym stanie. Widać, że turystycznie ta droga ma się ku końcowi. Jeśli ktoś planuje jechać specjalnie by przejechać tą trasę to nie polecamy, natomiast gdy tak jak my możemy po drodze na nią wjechać polecamy odcinek przez Seligman. To jedyny sensowny kawałek tej drogi.

IMG_1354

IMG_1353

IMG_1351

IMG_1349

IMG_1347Na resztę odcinków naszym zdaniem szkoda czasu. Po drodze 66 pozostał już tylko mit i nic więcej.

Po 7 godzinach jazdy wjechaliśmy do aglomeracji Los Angeles. Autostrada ma po 5 pasów w każdym kierunku. Czegoś takiego nie widzieliśmy i pewnie długo nie zobaczymy – korek wyjazdu z miasta ( jest piątek ) miał 70 km ! Coś nie samowitego, podobno tak jest co tydzień. Jazda po Los Angeles wymaga spokoju i opanowania. Przy dużym ruchu wszyscy jadą 110 km/h – tiry, kampery, samochody z przyczepkami i pozostali uczestnicy ruchu. Generalnie nie polecamy jazdy po aglomeracji samochodem. Nic przyjemnego. Porównując do Arizony, znacznie zmieniła się temperatura, tam w nocy było średnio -3 stopnie, a w Los Angeles 23. Po 10 godzinach jazdy dotarliśmy do hotelu Crowne Plaza Los Angeles Harbor Hotel. Hotel nie należy do najtańszych, ale polecamy ! Dostaliśmy Apartament na 10 piętrze z ładnym widokiem na port w Los Angeles.

IMG_1367

IMG_1375

IMG_1374

IMG_1373

IMG_1369

IMG_1372

Droga 66 widokowo nie zachwyciła.

IMG_1363

IMG_1362

IMG_1345

Los Angeles

Los Angeles to nieskończona ilość dróg, samochodów oraz domów. Zabudowa w całym mieście wyłączając kilka budynków w ścisłym centrum to budynki jedno dwu piętrowe. Wyjechaliśmy z południowej część metropolii w kierunku Hollywood. Po drodze zatrzymaliśmy w kilku punktach. Jednym z nich była przytań jachtowa z charakterystycznymi palmami.

IMG_1392

IMG_1385

IMG_1384Kolejnym przystankiem było molo w Santa Monica.  Na molo znajduje się Pacific Park – rodzinny park rozrywki z wielkim diabelskim młynem, karuzelą zbudowaną w latach dwudziestychoraz akwarium Santa Monica Pier Aquarium. Znajdują się tam również sklepy, estrady, arkady, puby i restauracje. Na końcu molo wędkarze mogą uprawiać swoje hobby ( Wikipedia ). Wszyscy „artyści”, którzy pokazują całemu światu swoją twórczość powodują nie złe zamieszanie i hałas, który nie do końca bywa przyjemny.

IMG_1430

IMG_1428

IMG_1423

IMG_1420

IMG_1414

Na molo znajduje się również oficjalny koniec drogi 66. IMG_1411

IMG_1407

Na molo również znajduje się restauracja znana z filmu „Fores Gump”. Serwują głównie owoce morza. Ceny za danie od 17$. IMG_1401

Nadbrzeże a Hollywood dzieli 13 km, wydawać by się mogło że rzut beretem – ale nie w Los Angles. Jechaliśmy samochodem przeszło 1,5 godziny ten odcinek – korki i niezliczona ilość skrzyżowań i świateł. Dojechaliśmy na ulicę Hollywood Boulevard wzdłuż której ciągnie się Hollywood Walk of Fame. Zabrzmi to trochę dziwnie, ale nasza polska aleja gwiazd w Międzyzdrojach robi większe wrażenie od tego chodnika. Bardzo dużo ludzi, którzy kładą się na chodniku, czyszczą szmatkami gwiazdy z którymi chcą sobie zrobić zdjęcie. Wokoło pełno sklepów sprzedających pamiątki, setki sprzedawców oferujących promocyjne zwiedzanie miasta. Przebierańcy, maskotki z którymi można sobie zrobić zdjęcia. Dużo się dzieje. Możemy zwiedzić jedno z wielu galerii sztuki filmowych. Kwestia gustu i smaku – nas nie urzekała ta ulica.

IMG_1474

IMG_1472

IMG_1471-2

IMG_1468

IMG_1465

IMG_1458

IMG_1455

IMG_1452

IMG_1448

IMG_1446

IMG_1441Ostanią rzeczą jaką mieliśmy okazję zobaczyć podczas naszej wizyty w mieście aniołów, było Griffith Observatory z którego roztacza się jedna z najładniejszych panoram na całe miasto. Według nas to najlepsze miejsce w Los Angles, szczególnie podczas zachodu słońca. Jak się okazało nasz pogląd podzielało setki osób, które w jednym czasie ruszyły na górny parking. Aby się tam dostać spędziliśmy 1,5 godziny w korku, jednak było warto.

Dookoła Świata

IMG_1483Podsumowując, aby zobaczyć całe  Los Angles nie wytarczył by miesiąc – ponieważ około trzech tygodni spędzilibyśmy w korkach. Ale poważnie mówiąc jednen dzień na podstawowe punkty miasta spokojnie wystarcza. Los Angles turystycznie nie ma wiele do zaoferowania – wystarczy spojrzeć na pocztówki, na których możemy zobaczyć napis Hollywood, palmy oraz widok z góry na miasto.

Nasza podróż dobiegła końca.

Ostatnim dalekim lotem, którym mieliśmy był odcinek Los Angeles – Paryż – realizowany przez Air France, samolotem Airbus A380-800. To był nasz pierwszy lot tą maszyną – to najwygodniejszy samolot jakim do tej pory mieliśmy przyjemność podróżować! Bardzo dużo miejsca w kabinie, wyciszenie na niespotykanym w Boeingach poziomie. Załoga pokładowa Air France, również spisała się super.

System rozrywki bardzo rozbudowany. Mamy dla przykładu 300 płyty z muzyką do wyboru, filmy, seriale, gry, jest również możliwość podglądu widoku na żywo na zewnątrz samolotu poprzez 3 kamery zamontowane w różnych częściach kadłuba. Jest również port USB przez który możemy podładować telefon, czy też tablet. 

Ostatni rzut oka na Los Angles z góry.

Dookoła Świata

Podsumowując naszą 16 dniową podróż, musimy powiedzieć że zdecydowanie było warto jechać. Plan wycieczki zrealizowaliśmy w 110 %. Z niczym nie mieliśmy najmniejszych problemów.

Wizyta w USA pokazała nam, że czasami to jak wyobrażamy sobie dany kraj dzięki przekazom telewizyjnym oraz obrazom w filmach rozmija się z rzeczywistością. Jeśli komuś tak jak nam wydawało się, że w USA spotkamy ultra nowoczesne rozwiązania na lotniskach, w miastach, że wszystko jest zadbane i czyste – to jest w błędzie. Jak już pisaliśmy w naszych poprzednich wpisach – infrastruktura pochodzi z lat 80 – 90, od tego czasu większość rzeczy pozostała niezmieniona np. stacje benzynowe, hotele, drogi, sklepy. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale porównując nawet z Polską większość tych rzeczy wygląda po prostu gorzej. Zwyczaje żywieniowe w Ameryce determinują ceny produktów spożywczych. Uznaje się że w Mac Donaldzie je tylko biedota. Nie ma co się dziwić – za podłą kanapkę trzeba zapłacić 1$. By zjeść Hamburgera lub też danie które smakuje tym czym powinno – np. mięso jest mięsem trzeba dać co najmniej 8$-12$. W marketach ciężko o zwykłą bułkę czy chleb – są tylko chleby tostowe lub z ciasta francuskiego, które kosztują około 2,5$. O wędlinie można zapomnieć – jest albo szynka która nie ma smaku za 2$/100g lub normalna za 6-8$/100g. Ciastka typu markizy – paczka 500g za 2$ – poza cukrem nie czuć w ogóle smaku. To wszystko powoduje iż ludzie najmniej zarabiający są grubi. Trzeba naprawdę wydać sporo pieniędzy w USA by jeść „normalnie”.

Ameryka ma jednak jedyne w swoim rodzaju Parki oraz miejsca, które trzeba zobaczyć i dla których warto tam się wybrać. Hawaje zaskoczyły różnorodnością widoków oraz klimatem – który tworzą mieszkańcy. Arizona zaproponowała wspaniałe krajobrazy połączone z możliwością zobaczenia na żywo wspaniałych zwierząt ( jelenie w Grand Kanion, kojoty w Zion Park, duże jaszczury na pustyni ). By dobrze zwiedzić Parki musimy zapatrzeć się w samochód – na miejscu właściwie brak transportu publicznego. Dla nas dodatkową atrakcją była możliwość zobaczenia wszystkich tych pięknych miejsc Fordem Mustangiem, który okazał się poza pięknem i mocą również oszczędnym i bardzo wygodnym samochodem.

Podsumowując nasze wydatki na podróż Dookoła Świata:

Loty: 

Praga – Rzym – Tokyo, Los Angeles – Paryż zapłaciliśmy 1059 zł

Tokyo – Honolulu – Los Angeles – Las Vegas kupiliśmy za mile Miles and More, musieliśmy dopłacić podatki które łącznie wyniosły 650 zł.

Lot na trasie Paryż – Wrocław liniami Ryanair kupiliśmy za 19 euro.

Łącznie za wszystkie przeloty zapłaciliśmy 1799 zł.

Hotele: 

Za wszystkie noclegi zapłaciliśmy 1600 zł ( za 2 osoby )  – korzystając z różnych stron z kodami rabatowymi.

Samochody: 

Hawaje – 0 zł / 2 dni – kupon Hertz

Arizona – 371$ ( 1239 zł ) / 7 dni

Paliwo: Przejechaliśmy łącznie 2500 km –  480 zł

Parkingi plus wjazdy do parków – 400 zł.

Transport: 

Dojazdy na lotniska w Pradze, Rzymie, metro w Tokio, przejazdy na Hawajach autobusami,  transfer w Paryżu pomiędzy lotniskami – łącznie 350 zł.

Podsumowując powyższe wydatki na 1 osobę wyniosły : 4168 zł. Według nas to bardzo przyzwoita suma, zważywszy na ilość atrakcji, którą mieliśmy możliwość oglądać. O wydatkach na jedzenie i picie ciężko mówić, ponieważ każdy będzie miał inne. My średnio dziennie wydawaliśmy 70 zł.

Jeśli macie jakieś pytania – piszcie śmiało w komentarzach lub na mailem: kontakt@lojalnypasazer.pl


Jeśli podoba Ci się ten post, dołącz do pozostałych czytelników, którzy zarejestrowali się, aby otrzymywać  informację o kolejnych wpisach  za pośrednictwem  poczty email  (tylko 1 email dziennie ! )

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Dookoła Świata – Rzym, Tokio, Hawaje, Arizona, Kalifornia"

Powiadom o
avatar
Piotr
Gość

Bardzo ciekawy blog, artykuł pt. „Dookoła Świata- Rzym, Tokio …” chyba najbardziej. Sam nie wiedziałem, że taka podróż kosztuje 4 tysiące złotych. Pozdrawiam, P. Polakowski.

Dominik
Gość

Wow, czyta się jak najlepszą opowieść przygodową 🙂 jeśli można, chciałbym spytać się o kilka rzeczy, więc wysyłam maila 🙂

Tomek
Gość

Pytanie odnośnie samochodu.
Nie było dopłaty za wynajem w jedną stronę? Bo z opisu wnoszę że auto było brane w LAS i zwracane w LAX.

Maciek
Gość

Witam, bardzo ciekawe i interesujące są Twoje relacje, z przyjemnością je czytam dlatego mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle jak napiszę tylko 2 kwestie, które ze względu na pracę na lotnisku zauważyłem: 1. Bagażu nie ładuje cargo (bagaż to bagaż, a cargo to cargo). 2. Przy zdjęciu Immigration Card jest informacja, że trzeba pokazać ją na kontroli celnej, a powinno być kontroli paszportowej. Są to 2 odrębne służby. Immigration to nie Customs. Wiem, że większość czytelników nie zwraca na to uwagi, ale jestem zdania, że warto podpowiadać, żeby artykuły były jeszcze bardziej perfekcyjne. Pozdrawiam, Maciek

wpDiscuz
Inline

<script type=”text/javascript” src=”//s3.amazonaws.com/downloads.mailchimp.com/js/signup-forms/popup/embed.js” data-dojo-config=”usePlainJson: true, isDebug: false”></script><script type=”text/javascript”>require([„mojo/signup-forms/Loader”], function(L) { L.start({„baseUrl”:”mc.us13.list-manage.com”,”uuid”:”72418bc662cf0e2893bc9df13″,”lid”:”13c29cb5e3″}) })</script>